Terve terva

We wcześniejszym wpisie wspomniałam o tervie. Czas wyjaśnić, z czym to się je (chociaż próbować „surowej” tervy nie polecam!). Terva, po naszemu dziegieć. Taka smoła wytwarzana z drewna czy raczej jego żywicy. Jest to ciemnobrązowa, prawie czarna, substancja nieco lepka. Dawno, dawno temu zaczęto używać tervy do konserwacji łodzi i domów z prostej przyczyny –

Puhukaa hitaammin, olkaa hyvä!

„Lubimy salmiakki, tervę i mamy swampsockera. Jesteśmy dziwni, ale przynajmniej zdajemy sobie z tego sprawę” – kwituje dowcipnie Finka, a ja, po swoich obserwacjach, się z tym zgadzam. Udało mi się podpatrzeć z bliska, jak wygląda fińskie lato, jacy są Finowie, posmakować trochę fińskości (też tej na talerzu). Dzisiaj będzie o języku. Moje ucho osłuchało

Moja Finlandia

Szaro, mgliście i chłodno. Nieprzyjemna aura i panująca w mieście chaotyczność podnosi moją tęsknotę do potęgi n-tej. Tęskni mi się za Finlandią, bardzo! Przez kilkanaście dni ładowałam swoje baterie fińskim słońcem, powietrzem, deszczem, spokojem. Teraz łapczywie czerpię z tych pokładów, ogrzewając się nimi jak kubkiem gorącej herbaty w długie zimowe wieczory. Wracam myślami do najpiękniejszych

Euro(re)wizja

Ja wiem, że Eurowizja to ble, przemielony odpad współczesnej kultury, komercyjne bzdurki, etc. i że raczej nie powinno się brać jej na poważnie – nie mam takiego zamiaru, bynajmniej. Żadnych poważniejszych obserwacji socjologiczno-kulturalnych przez jej kolorowy pryzmat nie mam też w planach przeprowadzać. Chociaż zapewne można by doszukać się innych, oprócz rozrywkowych, przyczyn tego zjawiska

Onnittelut, Leijonat!

Noo, to było coś! Wczoraj rozegrał się finał między Finlandią a Szwecją w hokeju na lodzie. Nie udało mi się śledzić transmisji meczu na żywo, więc obserwowałam z niecierpliwością wyniki na stronie IIHFu. A tam się działo. Zwłaszcza w ostatniej części. Najpierw 1-0 dla Szwecji. Później już 1-1, ale nie wierzę, że to ostatnie słowo

Słowem wstępu

Moikka! Pamiętacie jeszcze te śniegi i ten mróz, który miał nigdy nie minąć? Boże narodzenie było zupełnie przed chwilą, a szukanie zwiastunów wiosny wydawało się dość odważnym, chociaż i tak skazanym na niepowodzenie, przedsięwzięciem. A oto nagle przyszedł kwiecień i żółcie na trawnikach – ale już nie pod postacią żółtego śniegu, tylko mniszków i żonkili.